O budowaniu przestrzeni dla siebie i dla dziecka

Kiedy na świat przychodzi dziecko, mały człowiek staje się całym światem dla rodziców. Pierwsze miesiące życia odpowiadamy w 100% za to, żeby miał suchą pieluszkę, był najedzony i utulony. Mówimy dużo do maluszka, pozwalamy mu doświadczać świat wszystkimi zmysłami. Podsuwamy do powąchania cebulę i pietruszkę, do dotknięcia mięciutki polar i szorstki zmywak. Ze wzruszeniem obserwujemy, jak nasze dziecko zafascynowane jest szeleszczącą folią czy gazetą. W uchylaniu nieba jesteśmy coraz bardziej wymyślni i perfekcyjni. Zabieramy naszą pociechę na angielski od ukończenia 1. roku życia, na lekcję gry na pianinie czy na piłkę nożną. Urodziny organizujemy w sali zabaw, w kinie albo w parku trampolin. Na wakacjach kupujemy watę cukrową albo lody, na festynach balony ze Złomkiem albo Świnką Peppą, bez okazji darujemy dziesiątą lalkę Barbie albo pięćdziesiątego resoraka. Wieczorami przebieramy w pidżamę, czytamy, tulimy do snu.

Organizujemy dziecku każdą minutę życia, nie pozostawiając ułamka sekundy na zwyczajną nudę. Aż któregoś dnia dostrzegamy, że żyjemy życiem dziecka, podczas gdy własne zaniedbaliśmy. Zaczynamy głowić się, jak delikatnie wyjść z tej dysproporcji i zacząć dbać o siebie, jednocześnie bez szkody dla relacji z dzieckiem.

Parę zdań o granicach

Jedni stawiają granice niczym mur i są bezkompromisowo konsekwentni. Inni mają granice niczym z gumy i dostosowują się do każdej sytuacji, nawet kosztem swoich odczuć. Pojawia się pytanie, jak w relacji dziecko-rodzic stworzyć własną przestrzeń dla każdego.

Dziecko, które dotychczas było naszym całym światem, które dostawało od nas więcej niż dusza pragnęła, nagle słyszy NIE. Aby nie popadać w skrajności, powinniśmy nauczyć się komunikować w sposób uprzejmy i stanowczy; tak, by informacja płynąca z naszych ust była spójna z naszą postawą, tonem głosu i wyrazem twarzy, i jednocześnie niosła komunikat pełen szacunku. Zamiast słów „Nie będę ubierać cię na śpiocha. Jesteś wystarczająco duży, żeby samemu rano wstawać i szykować się do szkoły” można powiedzieć „Synku, rano potrzebuję więcej czasu, by przygotować się spokojnie do wyjścia. Chciałabym, żebyśmy umówili się, co będziesz rano robił sam, by wyszykować się do szkoły.”

Stawianie granic i określanie własnej przestrzeni to złożony proces, który może trwać miesiącami albo dłużej. Autentyczna postawa rodzica pozwoli dziecku poznać jego wartości i z czasem przyswoić je tak, by w przyszłości, poza domem, mogło opierać na nich swoje zachowanie. Poniżej opisuję kilka wybranych sposobów, które mogą być pomocne w kształtowaniu się charakteru dziecka przy wspierającej relacji z rodzicem.

Umów się z dzieckiem

Jednym ze sposobów na wyznaczenie przestrzeni, w której chcemy się komfortowo poruszać są umowy i ustalenia. Mogą dotyczyć stałych sfer życia, jak na przykład organizacji poranka czy wieczornej toalety. Mogą też uprzedzać nadchodzące sytuacje, jak wyjście na zakupy czy wyjazd na wakacje. Nasze problemy z porannym wstawaniem, toaletą, ubieraniem się, śniadaniem i wyjściem do szkoły znacznie się zmniejszyły (w większość dni do zera), odkąd wprowadziłyśmy plan dnia, na którym zaznaczone są kolejne czynności do zrobienia. W konkretnych sytuacjach zanim wyjdziemy do sklepu, ustalamy listę zakupów i umawiamy się, że pozostałe rzeczy można oglądać do woli i nie oznacza to, że trzeba je od razu kupić. Decydujące o powodzeniu umów i ustaleń jest to, że nie powstają one w trakcie trudnej sytuacji. Ustalenia i umowy czynimy przed danym zdarzeniem albo po tym zdarzeniu, gdy emocje już opadną i atmosfera będzie przyjazna i spokojna.

Zaufaj dziecku i pozwól mu decydować

Chyba każdy człowiek ma dni, gdy mu się nie chce. Czasem nie chce mi się zmywać, prasować czy odkurzać. Dziecko też człowiek i ma prawo do „nic-mi-się-nie-chcenia”. Ostatnio moja starsza córka, która zgodnie z planem miała pakować tornister wieczorem stwierdziła, że wieczorami nie ma sił i woli zrobić to rano. Pomyślałam sobie, że to będzie karkołomne przedsięwzięcie dla kogoś, kto mógłby codziennie spać do południa, gdyby nie szkolny obowiązek. Spytałam więc, jak zamierza to zrobić, żeby zdążyć do godziny wyjścia, a Mała powiedziała, że wstanie 10 minut wcześniej. Zdobyłam się na zaufanie względem jej postanowienia i… jak powiedziała, tak zrobiła. Dziecko, któremu ufamy, staje się odpowiedzialne za swoje decyzje i zyskuje poczucie sprawczości.

Pozwól dziecku doświadczać

Wszystkowiedzący rodzic przewiduje, że gdy na niebie pojawiają się chmury, to lepiej zabrać ze sobą kurtkę przeciwdeszczową. Albo gdy dziecko nałoży na talerz pół garnka ulubionego spaghetti, to nie zje wszystkiego na raz. Kiedy Mała dostała pod szkolną gwiazdkę plecak, postanowiła zrobić z niego tornister. Spojrzałam na wielkość i dałabym sobie palec uciąć, że książki ledwo się do niego zmieszczą i będą miały pozginane rogi. Córka w całej przytomności powiedziała „Mamo, pozwól mi się samej przekonać”. Okay, te słowa do mnie przemówiły i… książki zmieściły się do plecaka i nawet rogi mają proste. Doświadczenia zdobywane przez dziecko – te pozytywne i te trudne – wzbogacają je i pokazują, jakie są konsekwencje jego działań.

Uprzedź dziecko i Ty zdecyduj

W pewnych sferach życia trudno jest zgodzić się na odstępstwa. Każdy ma swoje granice, których przekroczenie może powodować frustrację, złość czy bezsilność. Wtedy nasze zachowanie może okazać się nieprzewidywalne. Dlatego warto jest nauczyć się chronić swoją przestrzeń i zgodę na to, z czym chcemy się w danej sytuacji mierzyć. Jeśli coś jest dla nas trudne do zaakceptowania, możemy zdecydować, co zrobimy i później się tego trzymać. Dlatego gdy dziecko prosi mnie o pomoc w lekcjach, a nie ma gdzie rozłożyć książek, bo na biurku piętrzy się stos zabawek, stanowczo i uprzejmie mówię „Pomogę Ci w lekcjach, gdy na biurku będzie miejsce do nauki.” Jeśli pojawia się spontaniczny pomysł na wyjście na basen, po którym dzieci zwykle zasypiają, a w tornistrze czeka nieskończona praca domowa, mówię „Zabiorę Cię na basen, gdy odrobisz lekcje.” Kiedy kolejny raz nie mogę znaleźć telefonu, mówię „Schowam mój telefon, jeśli nie będziesz odkładał go na miejsce.” I tak robię – pomagam w lekcjach, gdy na biurku jest porządek, na basen jedziemy, gdy praca domowa jest odrobiona, a telefon chowam, jeśli po skorzystaniu dziecko nie odłożyło go na miejsce.

Tytułem podsumowania

Ufając dziecku i przychylając się do jego propozycji, dajemy mu odczuć, że ma prawo do własnego zdania, że jego postanowienia i deklaracje są ważne, że liczymy się z nim i wierzymy, że potrafi samo decydować. Jeśli mamy wspólne ustalenia, których nie możemy zrealizować, pomocą służy nam rozmowa. Za wszystkim stoi akceptacja, prawo do popełniania błędów i wiara w drugiego człowieka, zwłaszcza w tego małego. Kiedy odpuszczamy nieustanną kontrolę, planowanie dziecku każdej chwili i dajemy mu przestrzeń do samodzielności, pozwalamy mu na zdobywanie własnych doświadczeń życiowych. Jednocześnie (od)zyskujemy własne życie, potwierdzając tym samym, jak ważny jest szacunek do drugiego człowieka i do siebie samego. A nasze ukochane dziecko idzie z tymi wartościami w świat.

 

Tekst powstał w ramach wydarzenia „Mamo a skąd się biorą (asertywne) dzieci?”, zainicjowanej przez AsertywnaMama.pl we współpracy z Mama Balbinka, Odnova.net, Pozytywne wychowanie, Z błyskiem w oku. Pozostałe teksty znajdziesz tutaj.