zdjęcie kubka na książkach

Jak uczyć dzieci, by wiedziały, co mają robić

Moja młodsza córka miała wielką frajdę spacerując po klęcznikach w bocznej nawie kościoła. Pogoda na dworze była jesienna, choć sucha, jednak co by nie mówić, po klęcznikach w butach się nie chodzi. Właśnie „NIE chodzi”. Na co dzień dzieci – zwłaszcza te młodsze – poznają otoczenie na swój własny sposób, najczęściej zupełnie niezgodny z rzeczywistym przeznaczeniem przedmiotów. Na usta odruchowo cisną się zakazy. A zakazany owoc najlepiej smakuje – tak jak picie herbaty z łyżeczką w szklance czy zlizywanie nutelli z noża ?

Sprawdzoną techniką uczenia dzieci tego, co mają robić, jest używanie właściwych słów. Zamiast powiedzieć Minii „Nie chodź po klęcznikach”, przykucnęłam przy niej i powiedziałam „Klęczniki służą do klęczenia lub można na nich usiąść”. I tak część mszy Minia spędziła siedząc przed ołtarzem. Tak samo można powiedzieć, że „łyżeczka służy do mieszania herbaty” czy że „nóż jest do smarowania”.

Ta z pozoru niewielka różnica sprawia, że mówiąc dziecku, co może robić, uczymy go adekwatnego zachowania. Innym przykładem, z którym przyjdzie zmierzyć się chyba każdemu rodzicowi jest przechodzenie przez ulicę. Zamiast zakazywać – „nie wbiegaj na ulicę”, „nie wchodź na jezdnię”, spróbujmy uczyć dzieci, co mogą lub co powinny zrobić – „zanim przejdziesz przez ulicę spójrz w lewo, potem w prawo, znów w lewo”, „przez ulicę przechodzimy spokojnie”, „przed wejściem na pasy trzeba upewnić się, że nie jedzie samochód”.

Komunikując dziecku, co ma robić, formułujmy myśli precyzyjnie. Kiedy poprosiłam Małą, aby posprzątała w swoim pokoju, to pościeliła łóżko, wrzuciła ubrania do kosza na brudne pranie.zdjęcie kubka na książkach Na biurku nadal jednak piętrzyły się stosy zeszytów i kredek, na parapecie była rozrzucona wystawka  bibelotów, a na komodzie można było pisać palcami. Hm, mogłam spodziewać się takiego efektu ? Mała posprzątała pokój według swoich najlepszych chęci, a ja nie przedstawiłam swoich oczekiwań. Jeśli zatem chcę uzyskać zamierzony wynik, siadam u córki w pokoju i po kolei ustalamy, gdzie mają swoje miejsce kredki leżące na biurku, gdzie powinny stanąć książki wyciągnięte spod łóżka, co zrobić z bibelotami i tak dalej. Teraz prosząc córkę o uprzątnięcie pokoju, mówię wprost, że chciałabym, żeby na przykład uprzątnęła wszystkie rzeczy z biurka, które mają swoje miejsce gdzie indziej albo żeby sprawdziła, czy na podłodze leżą jakieś przedmioty, które powinny być w innym miejscu (np. stosy ubrań, gier, zabawek).

Poświęcenie czasu na uczenie dzieci, co mają robić pozwala im stać się samodzielnymi. Zyskują one konkretne umiejętności, który mogą wykorzystywać na co dzień. Łatwiej będzie uzyskać nam porozumienie z dzieckiem, jeśli określimy swoje oczekiwania. Im młodsze dziecko, tym większej pomocy będzie potrzebować z naszej strony. Dla starszego dziecka wystarczające będzie podanie konkretnych czynności do zrobienia lub zapytanie się go, co rozumie przez naszą prośbę. Nawet jeśli czasami wzbudzi to jego irytację, bo te rzeczy będą dla dziecka oczywiste, dobrze jest potwierdzić, że rozumiemy je tak samo.

Technika „Ucz dzieci, co mają robić” w mojej rodzinie przynosi rezultaty. Zachęcam Was do jej stosowania, zwłaszcza że można uczyć dzieci niezależnie od wieku ?